(nie)Uroki dużego miasta


Treść historii:
Mam 22 lata. Jestem dziewczyną, która całe życie wychowywała się w niedużej wiosce na wschodzie Polski.
Większość znajomych z mojego środowiska pozostawała u nas pomagając rodzicom przy gospodarstwach. Nieliczni jeździli do pobliskich miejscowości i znajdowali tam pracę, albo podejmowali się dalszej nauki.
Ja miałam marzenia i ambicje. Chciałam się kształcić na wyższej uczelni. Zawsze interesowała mnie matematyka i pieniądze.
Oceny miałam dobre, do liceum poszłam do pobliskiego miasteczka. Maturę zdałam na wysoki procent. Byłam szczęśliwa, ponieważ rysowała się przede mną taka przyszłość, jaką sobie zamierzyłam. Rodzice powiedzieli, że pomogą mi finansowo (na tyle na ile będą mogli).
Złożyłam papiery na dwie uczelnie. Do obu się dostałam, tak więc mogłam wybierać pomiędzy świetną i jeszcze lepszą.
Pojechałam więc do największego miasta w tym kraju. Z początku pełna zapału, ambicji i nadziei na przyszłość.
Szybko przygasłam, gdy okazało się, że w Akademiku są fatalne warunki, koleżanki pozostawiają wiele do życzenia, ceny w tym dochodzą do absurdu.
Wszyscy dookoła pędzili. Nie było tej swojskości i senności znanej z mojego miasteczka. Tutaj każdy parł jak najszybciej do przodu patrząc co chwila na zegarek. Ludzie wydali mi się niesympatyczni, zapatrzeni w siebie i zupełnie nieczuli na innych.
Na uczelni było dużo lepiej, a jednak dostrzegałam wyraźną różnicę pomiędzy ludźmi takimi jak ja, a tymi z większych miast, którzy czuli się pewni siebie, swobodni i przede wszystkim ostentacyjnie obnosili z tym kim są i co mają dzięki swoim rodzicom.
Po dwóch miesiącach znalazłam się w dołku. Pieniądze od rodziców nie starczały na miesiąc. Próbowałam znaleźć pracę i nawet pracowałam przez jakiś czas w McDonaldzie, ale ciężko było mi pogodzić studia, codzienne dojazdy w korkach i długie, wyczerpujące zmiany w pracy.
Załamałam się i chciałam wracać do domu, do rodziców.
Praktycznie podjęłam już decyzję. Miałam zostawić marzenia i piękne wyobrażenie życia, które w tej sytuacji nie miało realnej szansy na spełnienie. Na kilka dni przed planowanym wyjazdem koleżanka poleciła mi pewną stronę w internecie. Mówiła, że można tam "nieźle" zarobić. Z ciekawości sprawdziłam i kiedy okazało się, że miała na myśli zwykłą prostytucję za pieniądze, bądź inaczej mówiąc sponsoring, nie mogłam zrozumieć jak mogła mi to zrobić. Jednak im bardziej zaczęłam się zagłębiać w treść tej witryny, tym większą nadzieję dla samej siebie widziałam.
Następnego dnia umówiłam się z tą koleżanką. Wypytałam o wszystko. Powiedziała jak wygląda sponsoring a prostytucja i jaka jest między nimi różnica. Określiła miesięczne zarobki, które mnie zszokowały. To niemożliwe, żeby zarabiać tyle pieniędzy. Jednak mówiła dalej a ja coraz intensywniej chłonęłam każde jej słowo. Powiedziała, że ona od miesiąca ma swoich sponsorów, że stać ją na wszystko i w dodatku ma mnóstwo czasu. Zaproponowała kontakt do jednego z ich kolegów, aby ułatwić mi zadanie.
Wzięłam numer. Stwierdziłam, że i tak nie mam nic do stracenia, a bardzo zależało mi na pozostaniu w mieście i dalszym rozwijaniu się.
Chciałam zadzwonić, ale wtedy poczułam w sobie silny opór. Biłam się z myślami. Łatwiej było zaplanować, a trudniej wykonać. Tego samego wieczoru zadzwonił on. Najwyraźniej koleżanka podała mu mój numer.
Cieszyłam się i trochę bałam. Wyręczył mnie i postawił sprawę jasno. Chciał dwóch spotkań w tygodniu w zamian miał mi zapewnić mieszkanie, opłaty za nie i odpowiednią kwotę na utrzymanie. Wszystko za dwa spotkania w tygodniu.
Nie wydawało i się to dużo. Zaczęliśmy się spotykać. Dobrze ubrany, zadbany pachnący facet po 50. Nie chcę tu wnikać ani opisywać szczegółów naszych spotkań, ponieważ każdy może je sobie wyobrazić. Powiem tylko, że z początku byłam przerażona i nie spełniałam jego oczekiwań. On jednak nie zniechęcał się i postanowił dać mi szansę. Szybko odnalazłam się w tym, co robiłam. Miałam pieniądze, utrzymanie i całkiem przyjemne, jednopokojowe mieszkanie. Szansa na spełnienie życiowych ambicji i marzeń rozkwitła na nowo.
Z czasem popadłam w rutynę. Przychodził do mojego mieszkania zawsze w jednym celu. Oddawałam mu się, a potem wychodził. Nie było w tym zbyt wiele czułości.
Zaczęłam czuć się wykorzystywana, jednak nie mogłam zrezygnować ze wszystkiego, co mi dawał.
Postanowiłam znaleźć jeszcze dwóch sponsorów, trochę młodszych od niego, z którymi mogłabym zaznać tego samego, co miałam z nim na początku znajomości. Jednocześnie chciałam sobie dorobić więcej pieniędzy.
Nie był to problem, ponieważ na urodę nigdy nie mogłam narzekać, poza tym w środowisku wieści szybko się rozchodziły. Znalazłam dwóch facetów po 40, również zamożnych. Z czasem pojedyncza sytuacja rozrosła się do trzech. Wszyscy przychodzili, robili co chcieli, zamieniali ze mną kilka słów, zostawiali pieniądze i odchodzili. Byłam ich zabaweczką na każdą okazję, kiedy tylko mieli ochotę. Czułam się przedmiotowo, obdarta z godności i kobiecości. Seks przestał sprawiać mi jakąkolwiek przyjemność. Był szorstką, sztywną czynnością której oddawałam się prawie codziennie ze zwykłej rutyny.
Dziś wciąż tkwię w tej samej sytuacji z pierwszym sponsorem. Dwóch pozostałych mogę zmieniać i to jest mój komfort, bo bez tego chyba już dawno bym zwariowała. Nie mogę porzucić tego życia, bo wiem, że bez niego nie uda mi się zrealizować planów, które obrałam.
O wszystkim nie wie nikt. Ani rodzina, ani najbliżsi znajomi. Tylko ta koleżanka, która pomogła mi wejść w środowisko. Dziwne, ale ona jest w sytuacji bardzo podobnej do mojej i jako jedyna osoba rozumie, co czuję. Często się widujemy i wspieramy. Mamy swój świat, który w dużym mieście wcale nie jest taki mały.

Wyświetleń: 1125





Odpowiedzi


W celu dodania odpowiedzi musisz być zalogowany.

Treść:Pomógł:Zgłoś:
marfox (2009-05-30 09:40:10):
Podziwiam Cię... robisz takie rzeczy żeby dotrzeć do upatrzonego celu...
kaniina (2009-05-30 10:52:25):
Ja bym już wolała zrezygnować ze swoich marzeń niż robić coś takiego...
Gojira (2009-05-30 11:48:36):
czas na mohe 5 groszy...

Twoj wspanialy sponsoring, ktory przeciez nie jestes prostytucja wg Ciebie (bo jaka jest roznica?) okazal sie jednak zwyklym seksem za pieniadze... ergo? to prostytucja. nazywaj to jak chcesz ale ja jestem obiektywny w swoich ocenach. dajesz dupy za pieniadze i chcesz czy nie wlasnie pokazalas ze potrafisz sie sprzedac i isc na latwizne

czemu tak mowie ? bo znam MASE ludzi z biednych rodzin ale takich ze nawet nie moga pomoc swoim dzieciom i co ? pomalu pneli sie w gore i teraz maja nie dosc ze dobre szkoly ukonczone to i dobre prace... a znam ich doskonale, wiele z nich mi sie zwierza, czesto rozmawiamy, i wiem ze mozna na prawde wiele w samozaparciu i darzeniu do celu osiagnac, nie sprzedajac swoich idealow.

TY wg mnie poddalas sie i rzucilas sie na latwizne. a teraz napisalas tutaj bo?? bo chcesz wyrzucic to z siebie, a jednoczesnie szukasz usprawiedliwienia swoich czynow...

zycze Ci jak najlepiej ale watpie zebys osiagnela to co na prawde chcesz robiac wlasnie to.
Airbus (2009-05-30 13:03:33):
I co, spełniasz marzenia i realizujesz swoje cele? Jeśli tak to miało wyglądać to dziwne sobie te cele wyznaczyłaś. Jak nie chcesz zwariować, musisz z tym skończyć.
kaniina (2009-05-30 13:04:41):
Gojira zgadzam się w 100%.
Gojira (2009-05-30 13:28:55):
a i jeszcze jedno, sami wiemy najlepiej co nam dolega, ale nie przyznajemy sie do tego, bo to wstyd przeca... spojrz na swoj "nick", "nazwe ekranowa" czy jak to nie nazwiesz widniejece pod zdjeciem, avatem itd... sama sobie wytawilas opninie na swoj temat i tego jak sie czujesz i co robisz...
Femme fatale (2009-05-30 13:36:56):
Każdy radzi sobie jak potrafi. Rozumiem Cię, ale też obawiam się, że to moze zniszczyć Ci psychike co się równa ze zburzeniem marzeń, bo jeśli teraz stałaś sie nieczuła na to wszystko to jak wyobrażasz sobie małżeństwo??? Przecież to wsszystko Ci tak zbrzydnie, żę będzie Ci ciężko się zebrać do kupy, ale cóż każdy jest kowalem swojego losu.
Silva (2009-05-30 14:58:35):
Gratuluję. Zostałaś prostytutką... cóż, można mieć i takie "plany i ambicje".

Znam wielu ludzi, którzy przyjechali z małych miasteczek (jedna dziewczyna nawet z Ukrainy), rodzice im nie pomagali a jednak studiują, pracują - zdobywają doświadczenie zawodowe i uczciwe pieniądze. Mają czas dla znajomych. I nie... poniżają się, żeby nie określić tego gorzej.

Da się? Da się. Trzeba mieć tylko trochę zdecydowania i samozaparcia a nie iść po najmniejszej linii oporu i zarabiać jako prostytutka.
Miss Obscene (2009-05-30 20:12:50):
Wątpię, że robiąc to wszystko, o czym pisałaś, będziesz mogła potem czuć się spełniona i uznać, że spełniłaś swoje marzenia. Bo tak się składa, że właśnie niszczysz sobie życie, wypaczasz psychikę, rujnujesz się całkowicie. I kiedyś może nadejść moment, kiedy zapomnisz o tym, jak wspaniale kończysz studia, bo to, w jakim będziesz stanie, weźmie górę nad wszystkim, co pozytywne.
ZrujnowanA (2009-05-30 21:26:41):
Bardzo łatwo jest oceniać i krytykować. Przeżycie mojego życia z waszej perspektywy mogłoby całkowicie zmienić wasze spojrzenie na mnie.
Owszem mam problemy tak jak pisałam w tekście. Męczy mnie to i czuję, że upadłam nisko. Z początku była to dla mnie szansa, która z czasem przerodziła się w niemożliwą do zakończenia sytuację. Przynajmniej nie przez najbliższe 2 lata.
Robicie ze mnie prostytutkę. Owszem przyjmuję pieniądze, ale nie sprzedaję się każdemu facetowi z ulicy. Mam stałych "kochanków" którzy mi za to płacą i nie daję dupy po kątach!
Airbus (2009-05-30 22:04:50):
Skoro czujesz, że upadłaś nisko, trzeba się podnieść, bo spadniesz na samo dno. Sama chciałaś, żeby Cię 'oceniać', Krytyka sama się nasuwa, cóż mamy napisać? "Nie przejmuj się, jakoś to będzie"? Ja rozumiem, że taka sytuacja musi być ciężka, że jako kobieta czujesz się bardzo źle, czujesz się wykorzystywana, czujesz się jak maszynka do seksu. Skoro mówisz, że robimy z Ciebie prostytutkę... nie my:

Prostytucja – sprzedaż usług seksualnych (głównie: odbywanie stosunków płciowych) za pieniądze lub inne korzyści.

Chyba, że robisz to nie dla korzyści tego typu... Naprawdę jedyną rzeczą jaką możemy Ci doradzić, to koniec z tym. Wiem, że drogo, że ciężko, ale jednak wielu się udaje. Im dłużej to potrwa, tym gorzej dla Ciebie. Dlatego myślę i piszę w ten sposób. Może i będziesz miała dyplomy, papiery po szkołach, może będziesz spełniona zawodowo, ale jesteś o krok od spieprzenia sobie psychiki, później mogą z tego być problemy, których wolałabyś uniknąć, nawet wolałabyś nie mieć papierów. Dlatego moja dobra rada jest taka: Poszukaj przyjaciół, którzy Ci pomogą. Dwa lata to nie tak długo, podniesiesz się i będziesz z tego dumna. Chyba, że nie chcesz tego zmieniać... bo wydajesz się bronić przed zarzutami, że to złe.
kaniina (2009-05-30 22:33:47):
Pisząć tą historie automatycznie wystawiasz się na ocenę innych. Najłatwiej jest krytykować, ale może również ta krytyka jest prawdziwa i jak najbardziej na miejscu? Przepraszam, ale ja zupełnie nie potrafię zrozumieć Twojej decyzji. Również mieszkam w małej miejscowości i również marzę o studiach gdzieś w większym mieście. Wiem że moi rodzice nie będą w stanie pomóc mi finansowo dlatego juz teraz mam zamiar w wakacje pójść gdzieś do pracy oraz po skończeniu 18 roku życia pracować gdzieś po szkole i odkładać pieniądze. Jeżeli to mi się nie uda, zrobię rok przerwy i będę odkładać powoli. Dopiero potem pójdę na studia z małym zabezpieczeniem finansowym. Pogodzenie studiów z pracą musi być możliwe, bo gdyby było inaczej większość ludzi musiałaby rzucić studia.
Marta (2009-05-31 00:49:13):
Moja przyjaciółka musi liczyć tylko na siebie bo na pomoc rodziców niestety nie może liczyć i jakoś daje sobie radę. Pracuje w tygodniu, uczy się w weekendy i jest ok. Jeśli ktoś marzy o studiach dziennych a nie stać go na to zawsze zostają studia zaoczne i uważam że to byłaby lepsza sytuacja niż ta w której Ty się znalazłaś (mieszkanie można wynająć w 2-3 osoby więc koszty też mniejsze) dlatego nie dziw się że ludzie Cię krytykują. Nie jesteś pierwszą i ostatnią studentką której rodzice nie są zbyt zamożni a jednak inne dziewczyny nie decydują się na taki krok
Silva (2009-05-31 10:34:27):
ZrujnowanA (ten nick mówi o tobie dużo), to wcale nie jest sytuacja bez wyjścia i nie jesteś skazana na nią przez najbliższe 2 lata. Możesz się na przykład przenieść na studia wieczorowe lub zaoczne i podjąć pracę. Możesz poszukać sobie pracy którą możesz wykonywać np. na laptopie. Możesz postarać się o zasiłki na utrzymanie, które, jako że studiujesz i rodzice ci nie pomagają ci się należy. Jak by dobrze pomyśleć i poszukać znalazło by się parę innych możliwości jeszcze.

Ale - powiem wprost co myślę - łatwiej jest zrobić z siebie ofiarę, napisać "było mi tak źle że zajęłam się prostytucją i oczekuję zrozumienia" (tak, właśnie takie jest przesłanie tego co napisałaś), żeby się usprawiedliwić... przed sobą? Tak to wygląda.

To jest oczywiście twoje życie, wolno ci robić co chcesz. Potem sama będziesz ponosić tego konsekwencje - zniszczoną psychikę. A gdy kiedyś twoja córka zapyta cię, jak się utrzymać na studiach to będziesz miała dla niej bezcenną radę z własnego doświadczenia. Prawda?
Gojira (2009-05-31 10:35:39):
mysle ze mam pelne prawo oceniac skoro tu napsialas to raz

dwa. mam prawo bo znam Twoje srodowisko za sprawa kolezanki.

trzy. mam prawo bo znam ludzi bedacych poczatkowo w Twojej sytuacji materialnej

a robimy z Ciebie prostytutke? musimy robic ? definicja prostytucji wywodzi sie juz ze starozytnego rzymu lub nawet wczesniej... owczesnie oddawwanie sie bylo spowodowane powodami rodzinnymi, religijnymi czy tez materialnymi... prostytutki rowniez nie dawaly komu popadnie, wiele z nich bylo po prostu sponsorowane (jak Ty?) ta nazwa, sponsoring, zostala utworzona przez osoby mzoe Twojego pokroju, moze sponsorujacych, bo to takie neutralne slowo, pilakrze tez maja sponsorow... ale prostytucja zle sie kojarzy... mozesz mowic co chcesz, ale slowa nazwy itd sa niczym wobec faktow... sprzedawanie sie za pieniadze, nie wazne czy jednemu czy dwom, nie wazne ze nie dajesz na ulicy czy po katach, jest prostytucja (roznica jedynei traka ze Ty masz dwoch bogatych sponsorow, a ta na ulicy lapie wielu mniej zamoznych ktorych nie stac na takie bajery jak TY... tak jestes bajerem, towarem i mistrzowsko sie sprzedalas)

rozumiem ze sie bronisz, wszak zadna Kobeita nie chce byc nazwana prostytutka, poza ta ktora ten zawod wykonuje... a Ty go wykonuejsz pod marna oslona nazwy sponsoring swiecie wierzac ze to cos innego... obluda straszna rzecz

pozdro
Silva (2009-05-31 10:39:32):
Ta, która wykonuje też nie chce być tak nazywana, co widać na przykładzie autorki.
Miss Obscene (2009-05-31 12:45:15):
Silva - ona broni się przed tym, bo uważa się za lepszą, niż dziwki czekające na chętnych na ulicy. A tak naprawdę jedyne, co ją od nich odróżnia, to to, że ma kilku stałych klientów, a one codziennie innych.
Silva (2009-05-31 17:58:41):
Jasne, jedyna różnica.
JOOLKA (2009-05-31 20:37:31):
bez sensu krytykować osoby, które potrzebują pomocy....... nie jesteśmy od tego, żeby oceniać kogokolwiek za to co tutaj napisze...
Twoja sprawa jaką drogę wybrałaś...jeśli pisząc o tym zrobi Ci się "lżej" to się cieszę... pozdrawiam
Gojira (2009-05-31 21:12:37):
bynajmniej, konstruktywna krytyka wytyka bledy i nakierowuje... mozesz jej slodzic czy cokolwiek innego aby jej zrobic przyjemnosc, ale tym jej na pewno nie pomozesz. prawda boli, znasz to ?
 


Badania medyczne zrobiły tak niebywały postęp, że dziś praktycznie nie ma już ani jednego zdrowego człowieka. Aldous Huxley








podobnie.pl © 2010 - wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, wykorzystywanie i rozpowszechnianie ZABRONIONE.
wykonanie: golianek.pl