Treść historii:
Hej, jestem Paulina. Około 3-ech lat temu, niedaleko mojego domu na wsi, w starej budzie mojego nieżyjącego psa pojawiła się kotka z młodymi. Wszystko spoko, ale kocham zwierzaki i chciałam się im przyjrzeć. Dostrzegłam, że maluchy są lekko niedożywione i są brudne. Następnego ranka razem ze starszą siostrą zaniosłyśmy im odrobinę karmy. Biorąc fakt, że to 'dzikie koty', które nie miały kontaktu z człowiekiem bałam się trochę. Gdy weszłyśmy na ich teren matka wyszła w obronie kociaków, lecz dostrzegła nasze zamiary i poddała się chęci zjedzenia czegoś wartościowego. Krok po kroku maluszki niezgrabnie podchodziły i poddawały się łakomstwu :)
Ten jeden raz przerodził się w tygodnie zabaw, dokarmiania i pielęgnacji młodych i matki. Przyszedł czas, gdy matka protestowała w sprawie karmienia. To znak dla młodych by odeszły. Szła zima...Rodzice: ŻADNYCH KOTÓW W DOMU!!!, a sąsiedzi nie byli lepsi. Koty rosły a ja nie spałam nocami, wiedząc,że jak czegoś nie zrobię małych czeka zły los, ponieważ 1/5 młodych kotów przeżywa odejście do samodzielnego życia. Jak nie samochody i inne dzikie zwierzęta to czekałoby ich wiele innych zagrożeń. Trudno było mi, gdy dowiedziałam się o śmierci jednej kotki, która została zagryziona przez psa sąsiada :(. Pozostałe 2. były gotowe na nowy dom. To był Filek i Tygi. Moja akcja, która trwała parę tygodni dała skutki. Znalazł się jeden pan, który miał ochotę przygarnąć nieszczęśliwca. Kociak przetrwał długą drogę, lecz po kilku dniach zaginął...Został mały, bezbronny Tygrysek. Nie mogłam go wyrzucić... JAK? Chyba serce by mi się rozdarło i zeszłabym prędzej niż on...Zaczęłam szukać info na temat kotów, jak przyzwyczaić je do obecności psów (bo mieliśmy pieska jeszcze jednego)...I po nieustających błaganiach i przekonywaniach rodzice zgodzili się na 'okres próbny'. Tysio po pierwszym dniu rozmiękczył serce taty, a po tygodniu zdobył przyjaźń Puszka i mamy.Dziś to dzielny, niezwykle inteligenty (potrafi otwierać sobie drzwi skacząc na klamkę, z ryby wyciągać ości...)i miłosierny kotek, który niedawno zaakceptował jeszcze jednego osieroconego maluszka, ale to już inna historia. Był niezwykle ruchliwy i ciekawski, a po śmierci Puszka (psa) doznał kociej 'depresji'. Mianowicie nie miał na nic ochoty, cały czas przebywał sam i warczał na wszystkich. Trwało to ok. 0,5 roku i zaczął odzyskiwać sens życia. Zaadoptowałam psa i przygarnęłam umierające kociątko (jak wspominałam). Teraz to moi najkochańsi domownicy. Nie zamienię ich na inne, żadne rasowe, a serce? Szczerze to kochają bardziej niż ludzie! Przez tą historię chcę zachęcić do adopcji i poruszyć fakt jak zwierzęta cierpią w schroniskach, na ulicy... (szczególnie w tym okresie zimowym przy mrozie ponad -20)i jak ludzie znęcają się nad nimi (jak by to nie było mało...). Zaufajcie mi! Dając miłość takim istotkom dostaniecie coś 100x piękniejszego! Dalej nie ma czasu do stracenia!
Wyświetleń: 45
| Treść: | Pomógł: | Zgłoś: |
paulinka143733 (2012-02-04 22:37:53): One naprawdę mają uczucia...Jestem z nich dumna! Jak matka z dzieci!
|
| |
Caroline9218 (2012-02-05 20:08:07): Ale ci zazdroszczę... Ja bym z chęcią zaadoptowała jakiegoś bezdomnego zwierzaczka, niestety, moi rodzice mówią stanowczo nie. I nie, nie da rady ich przekonać ;( Będę mogła mieć jakiegoś kotka czy pieska dopiero gdy będę mieć własny dom. Fajnie, że przygarnęłaś tego kotka, który pewnie umarłby bez odpowiedniej opieki. |
tak | |
Black White (2012-02-06 10:51:28): Sama chciałabym przygarnąc psa ze schroniska, ale mam już 3 i mama niestety się na to nie zgadza. Ale, gdy będę miec własny dom myślę, że na 1 psie się nie skończy:) A tak wogóle fajnie, że je przygarnełaś, nie każdy by to zrobił. |
tak | |