Treść historii:
Mam 22 lata i próbowałem się kilka razy odebrać sobie życie. Zawsze byłem człowiekiem o słabej psychice, ale po rozstaniu z pierwszą dziewczyną, z którą spędziłem ponad sześć miesięcy przeżyłem załamanie nerwowe. Nie umiałem sobie poradzić z tym, dla czego odeszła do innego chłopaka przecie byłem dla niej taki dobry. Próbowałem walczyć o nią, ale klamka zapadła „nie wrócę do Ciebie” tak powiedziała. Wracając od niej z domu zatrzymałem się na przystanku, który był w szczerym polu nikogo w pobliżu otworzyłem bagażnik i zobaczyłem, że nie mam sznurka, bo pomyślałem, że moje życie nie ma sensu zamknąłem samochód zostawiając wszystko, co cenne w środku a mając tylko kluczyki przy sobie. Wziąłem sznurówki z butów (nie pomyślałem nawet, że będą za cienkie do takiej funkcji) zawiesiłem je na belku i zrobiłem pętle. Założyłem ją na szyję i krok w przód... i poczułem, że mnie tyłek boli a sznurówki się porwały. Byłem jeszcze bardziej zrozpaczony i zły na świat i siebie, że nie umiem tego porządnie zrobić, to był czwartek. W piątek rodzice pojechali do znajomych to naszprycowałem się lekami ojca od serca niestety znowu się obudziłem. To w sobotę pojechałem do kumpla z litra wódki, ale wcześniej znowu zjadłem tabletki. Piliśmy przy ognisku pamiątka z tego ogniska jest do dziś. Poparzyłem sobie stopę i nie pamiętam za dużo po pierwszej połówce wiem tylko, że obudziłem się w domu z bólem głowy brudny i śmierdzący. Wtedy wiedziałem, że jednak Bóg nie chce mojej śmierci. Zaczęło się układać potem znalazłem pracę poznałem dziewczynę, ale nadal pierwsza wraca w myślach. Teraz ją uważam za fajną koleżankę, ale nadal jej unikam jak ognia, mimo że mieszka 100 metrów ode mnie i do jej internatu chodzę udzielać korepetycji. Moja następna dziewczyna bardzo tego nie lubiła, że tam chodzę i się rozstaliśmy i znowu załamanie, ale szybko mi przeszło kilka dni leków i rozmów i zaczęło się wszystko prostować, ale na jak długo. Nie trzeba brać leków to jest spory problem, ale czasami trzeba i pomagają.
Wyświetleń: 75