Treść historii:
Przed zaśnięciem wypaliłem fajkę calea zacatechichi. Pomimo drobnego wsparcia suszem rośliny, tej nocy nie było świadomych snów.
Dwa z perspektywy obserwatora, które zapamiętałem, były następujące:
Wyjechałem do rodziny do Kanady. Wraz ze mną znalazł się tam Piotrek. Ja, on, moja kuzynka i wujek poszliśmy do czegoś na kształt psychodelicznego kina przyszłości, gdzie ściany były kolorowe, powyginane, wystrój surrealny, a wszyscy ludzie sprawiali wrażenie połączonych. Podeszliśmy do kasy, gdzie kupiliśmy bilety, a następnie „upajając” się drogą przez hol, chłonąc z obserwacji ile tylko się da, weszliśmy do okrągłej, żółto pomarańczowej sali. Na środku stało dziwne urządzenie przypominające kosmiczny pulpit. Dookoła cztery wygodne fotele z możliwością wyciągnięcia nóg. Skasowaliśmy bilety przy pulpicie, usiedliśmy wygodnie w fotelach. Na każdej ścianie, suficie i podłodze pojawiły się ekrany LCD ;) Zaczęliśmy oglądać małego, białego, animowanego królika. Już po chwili mieliśmy dosyć i kiedy tylko poczuliśmy chęć opuszczenia sali, ciało królika zaczęło się zmieniać. Jego uszy wydłużały się w nienaturalny sposób. Oczy robiły czerwone, potem zielone, niebieskie i wychodziły na wierzch. Wąsy „wylewały” z ekranów, królik przyjmował pozycję stojącą, podchodził do nas, uśmiechał się, coś mówił. Byłem oniemiały z zachwytu. Chciałem tam zostać do końca życia i obserwować kicającego, którego nazwałem psychodelicznym królikiem.
W kolejnym zwiedzałem rynki starych miast. Towarzyszył mi Wiktor, Piotrek i dwójka nieznajomych ludzi z rodziny któregoś z nich. Sen nie był zbyt ciekawy. Monumentalne budynki z różnych epok, pełno suwenirów, turystów i ogólnie znanego wakacyjnego szaleństwa.
Jedyny interesujący moment miał miejsce na jednym z wyższych pięter jakiejś średniowiecznej, gotyckiej katedry przerobionej na hotel. Turystyczna ekipa opuściła mnie i Piotrka. Pomimo względnej dorosłości poczuliśmy się nagle jak dzieci. W pokoju było mnóstwo ciekawych drobiazgów, które chcieliśmy sprawdzić. Największą uwagę przykuły różnego rodzaju materiały łatwopalne i wybuchowe. Skonstruowaliśmy zgrabną bombę działającą na zasadzie domino – poszczególne elementy oddziałują na siebie, dając ostatecznie wielkie „bum”. Ubolewaliśmy tylko nad tym, że nigdzie nie było ognia. Jednak nie po to otworzyłem trzecie oko, aby teraz go nie wykorzystać. Siłą woli zapaliłem dwie świeczki. Reakcja w efekcie której wylecieliśmy w powietrze (dziecięca inteligencja) rozpoczęła się.
Wyświetleń: 42